- Lou, wyobrażasz sobie teraz iść do normalnej pracy z normalnymi ludźmi? - Zapytałem cicho obracając się na bok i podpierając się na łokciu. Louis leżał płasko na drugim końcu łóżka zajęty wyrywaniem piór z rogów poduszki, zamyślony wpatrywał się w sufit. Jego cienkie włosy rozsypane na prześcieradle elektryzowały się lekko odfruwając na boki dając mu zabawnie obłąkany wygląd a długie szczupłe palce rozrywały pojedyncze piórka robiąc wokół niego bałagan. Niespodziewanie odwrócił na mnie rozgniewany wzrok marszcząc swój mały zgrabny nosek.
- Przestań mi psuć wieczór Hazz - Obrócił się podobnie jak ja, na bok i sięgnął po butelkę Jamesona która leżała pomiędzy nami. - Nie potrafię dopuścić do myśli tego że to wszystko... -Rozejrzał się po hotelowym apartamencie pijanym wzrokiem- ... miało dojść do końca. Ty nie?
Wzruszyłem ramionami.
- Ale wiesz, Zayn niedługo będzie żonaty....
- A wyobrażasz sobie nas? - Przerwał mi Lou odsysając się od ciemno zielonej butelki. Moje serce zabiło szybciej, tak jak za każdym razem kiedy wspominał o nas obojgu jako o jedności. - Za kilka lat któryś z nas się hajtnie, będzie stawał na głowie żeby spełniać wszystkie zachcianki ciężarnej żony, będziemy totalnie dorośli.
Wywróciłem oczami i wydarłem mu z rąk butelkę whiskey.
- Pan już dzisiaj nie pije panie Tomlinson - Upiłem sporego łyka z ukradzionej butelki chcąc załagodzić ból serca które właśnie rozprysło się na miliard kawałeczków raniąc swoimi ostrymi krawędziami wszystkie wnętrzności. Ile bym oddał żeby teraz zaśmiał się i ze swoim błyskiem w oczach powiedział że żartował. Napiąłem mięśnie i czekałem, czekałem aż coś powie ale zamiast tego uśmiechnął się pod nosem zaczynając się przeciągać. Jego koszulka podwinęła się do góry odkrywając wąski pasek włosów na torsie przez który moje serce znów rozpoczęło bieg ale teraz rozbite na milion kawałków sprawiało mi większy ból niż kiedykolwiek wcześniej. Chciałem krzyczeć ale przez te kilka lat spędzonych przy Louisie nauczyłem się jak zachować twarz kiedy wszystko we mnie się burzyło.
- Mówiłem ci nie zaczynaj, teraz nie będę spał całą noc nad tym myślał. Czuje jakbym coś ominął w życiu ale nie wiem co...
- Może prawdziwą miłość? - Zasugerowałem i przełknąłem wielką gule która urosła mi w gardle.
- Uh daj mi spać Styles. - Warknął poirytowany kolejną próbą podjęcia tego tematu. Spodziewałem się że wstanie i wyjdzie bez pożegnania do swojego pokoju hotelowego ale zamiast tego wychylił się żeby zgasić lampkę nocną obok łóżka i nerwowymi ruchami odwinął pogniecioną kołdrę. Owinął się nią całą i odwrócił do mnie plecami dając mi do zrozumienia że mam się zamknąć.
Zapadła grobowa cisza którą tylko na moment przerwała przewrócona butelka i szelest zdejmowanej koszulki. Zgasiłem światło i biorąc przykład z Louisa odwróciłem się do niego plecami zawijając się w ciasny kłębek pozbawiony jakiegokolwiek przykrycia. Zacisnąłem powieki powstrzymując łzy które cisnęły mi się do oczu, nienawidziłem płakać. Na szczęście alkohol działał na mnie jak dobry środek nasenny, już po kilku oddechach zacząłem zasypiać.
Powoli zapadałem w głęboki sen kiedy poczułem przyjemny dotyk na karku. Przebudzony otworzyłem oczy ale nie wiele zobaczyłem, za to poczułem że byłem przykryty wielką kołdrą a to miejsce skąd biło najwięcej ciepła to był Lou, tuż za mną. Przymrużyłem powieki nie ryzykując że zostanę przyłapany na nie-śnie i delektowałem się każdym dotykiem jego drżących palców zanurzonych w moich lokach. Masował delikatnie moją głowę okrężnymi ruchami zaczynając na skroni a kończąc na karku który powoli pod jego dotykiem zaczął się rozluźniać. Przeczesywał pasma włosów pomiędzy palcami, zakręcał je wokół było mi tak przyjemnie że sekundy później już spałem. Spokojnie jak nigdy dotąd.
Powoli zapadałem w głęboki sen kiedy poczułem przyjemny dotyk na karku. Przebudzony otworzyłem oczy ale nie wiele zobaczyłem, za to poczułem że byłem przykryty wielką kołdrą a to miejsce skąd biło najwięcej ciepła to był Lou, tuż za mną. Przymrużyłem powieki nie ryzykując że zostanę przyłapany na nie-śnie i delektowałem się każdym dotykiem jego drżących palców zanurzonych w moich lokach. Masował delikatnie moją głowę okrężnymi ruchami zaczynając na skroni a kończąc na karku który powoli pod jego dotykiem zaczął się rozluźniać. Przeczesywał pasma włosów pomiędzy palcami, zakręcał je wokół było mi tak przyjemnie że sekundy później już spałem. Spokojnie jak nigdy dotąd.
* * *
Otworzyłem nowa paczkę papierosów i niedbale rzuciłem folie pod siebie, posłałem nonszalancki uśmiech do wysokiej blondynki walczącej z parkometrem. 3... 2... 1... Oblizałem zadowolony wargi kiedy według mojego oczekiwań dziewczyna zapiszczała i wypuściła coś z rąk. Milionowy punkt dla mnie, zerowy dla was drogie panie.
- Tak jest Tony? - Zawołałem wesoło po naciśnięciu przycisku od mikrozestawu przy prawym uchu. - Już jestem na rogu, chcesz coś do żarcia? Nie to nie, będę za minutkę. - Rozłączyłem się z uśmiechem i minąłem kilku fotoreporterów którym otwartą dłonią dałem do zrozumienia żeby się odpierdolili. Wszedłem do wielkiego budynku Geffen Records i z ulgą pozbyłem się czarnych okularów z nosa, brunetka zza recepcji posłała mi promienny uśmiech a jej policzki oblały się rumieńcem kiedy go odwzajemniłem. Dał bym sobie rękę uciąć że właśnie wspominała przedwczorajszą noc kiedy to naga wykrzykiwała moje imię na blacie kuchennym.
- Masz papierosy? - Zawołał Zayn kiedy tylko wszedłem do studia. Rzuciłem w niego nowo zakupioną paczką i w akompaniamencie wiązanki jego przekleństw wszedłem do dźwiękoszczelnego pokoju. Sięgnąłem po słuchawki i usiadłem na stołku, kątem oka widziałem przez szybę jak Zayn dalej klnie na to że jakimś cudem ¼ jego paczki zniknęła a Tony tylko potakuje głową koncentrując się na monitorze. Włączyłem mikrofon.
- Zayn bo powiem Perry że wczoraj… - Nie dokończyłem bo właśnie Zayn dorwał się do mikrofonu Tonyego i wydarł się że mam stulić pysk. Zaśmiałem się głośno zdejmując słuchawki z uszu zanim wykrzyczał kolejne obelgi i pozdrowiłem go środkowym palcem. Skacowany Malik, to niezadowolony z życia Malik: to wiedziałem nie od dziś. Do tego media dzisiaj szalały prześcigając się w kłamstwach o tym co robiliśmy wczoraj na wieczorze kawalerskim. Podobno Malik wzbogacił się w kasynie w towarzystwie jakiejś striptizerki a ja odpadłem jeszcze przed północą, a to tylko mała część kłamstw jakie promowały dzisiaj wszystkie serwisy plotkarskie. W rzeczywistości zamówiłem nam po prywatnym tańcu w jednym z klubów GoGo na Sunset Strip, wypiliśmy w barze kilka… kilkanaście piw i wróciliśmy do wynajętego apartamentu na dalszą część imprezy ze starymi znajomymi jeszcze z czasów naszego zespołu. Nie wiem ile tych informacji dotarło do Perrie ale kiedy dziś rano Zayn do niej zadzwonił to nie była zbyt rozmowna. Cholerne brukowce.
- Dobra, jeszcze powtórz to hate myself for loving you, ale postaraj się zawinąć do a4 i będziemy wolni - Poinstruował mnie Tony a ja bez mrugnięcia okiem wykonałem polecenie, facet wyprodukował tyle płyt Davida Bowiego że nie byłem w stanie ich zliczyć na palcach u rąk. Pokazał mi zza szyby kciuki do góry już po trzecim podejściu, westchnąłem z ulgą na samą myśl że już po wszystkim i płyta jest niemalże gotowa. Przed wyjściem z pokoju spojrzałem na zegarek, był środek nocy ale ta godzina wcale mnie przestraszyła, przez ostatnie tygodnie przestawiłem się na nocny tryb życia za to Zayn zasnął na sofie dobre kilka godzin temu.
Zapakowałem zaspanego Zayna na tylnie siedzenie mojego Mustanga i ruszyłem pustymi ulicami do domu. Tak właśnie, moim nowym domem było Los Angeles. W tym samym dniu kiedy zerwałem kontrakt z wyzyskującą mnie wytwórnią co wiązało się z opuszczeniem One Direction przyjechałem do upalnej Kalifornii i niespełna dwa dni później kupiłem dom w Hollywood. Od tamtej pory moja noga nie stanęła w Anglii. Rozpocząłem nowe życie od zera, może nie z czystą kartą ale przynajmniej rozpocząłem bycie sobą na co wcześniej zabraniała mi wytwórnia. Takie życie mi odpowiadało, robiłem co chciałem, pokazywałem się z kim i gdzie chciałem, nikt mi nie wzbraniał umawiać się ze striptizerką. Nigdy nie czułem się wolniejszy niż teraz, miałem 20 lat, własny zespół z pierwszą płytą w drodze i cały świat otworem, czego chcieć więcej?
- Jesteś spakowany? - Zapytał Zayn po tym jak wysiadł z zaparkowanego na podjeździe samochodu i zatrzasnął za sobą drzwiczki.
- Oczywiście - Skłamałem.
- To dobrze bo za 8 godzin mamy samolot, a teraz dobranoc. - Rzucił przez ramię i wbiegł po schodach do domu.
- Dobranoc - Wymamrotałem niewyraźnie z papierosem pomiędzy wargami. Poczekałem aż Malik zniknie z pola widzenia po czym usiadłem na betonie i schowałem głowę pomiędzy kolana, chciało mi się wymiotować a to była jedyna pozycja która uspokajała mój żołądek. Stres w jaki wpadłem przez ślub Zayna mnie powoli wykańczał, moje wnętrzności wywracały się na lewą stronę a strach paraliżował całe ciało. Nawet nie potrafiłem cieszyć się szczęściem mojego przyjaciela, jedynego który został ze mną mimo całego chaosu który panował rok temu a wszystko przez osobę którą niegdyś darzyłem ogromnym uczuciem.
Osobę która w kilka sekund mogła zniszczyć mój idealny świat który stworzyłem.
* * *
Minęło już 5 godzin lotu a ja dalej nie zmrużyłem oka, starałem się skupić nad książką, nad filmem , nawet nad grą na telefonie ale to wszystko nie było w stanie odciągnąć moich myśli od zbliżającego się dnia na dłużej niż kwadrans. Wyglądałem tak ponuro że nawet Zayn nie odezwał się do mnie słowem od wyjścia z domu a stewardesa która co kilkanaście minut przynosiła mi nową szklankę z ginem przestała się do mnie uśmiechać. W głowie cały czas układałem możliwe scenariusze apropo jutra, wyobrażałem sobie jak będzie wyglądać spotkanie z mamą, chłopakami z... Nawet w myślach było mi ciężko wymówić jego imię. Rozmyślałem nad tym jak się zachowam kiedy pojawi się z osobą towarzyszącą albo jak pojawi się bez niej. Czy usiądzie koło mnie, głównego drużby czy wybierze kompletnie inny stolik? Sam nie wiedząc czemu męczyłem się idiotycznymi pytaniami na które nawet nie byłem w stanie sobie odpowiedzieć bo jeszcze bardziej mnie rozjuszało.
- Ugh, możesz przestać się już dąsać?
Uniosłem zaskoczony brew kiedy Zayn podniósł na mnie głos, albo że w ogóle się do mnie odezwał. Spojrzałem na niego pijanym wzrokiem i odłożyłem książkę na półkę przed sobą.
- Mhhm - Mruknąłem potwierdzająco dobrze wiedząc że to tylko rozdrażni mojego przyjaciela.
Jego oczy zapłonęły ze złości.
- Stary, zbliża się najważniejszy dzień mojego życia, jestem zdenerwowany i mój ostatni tydzień wolności postanowiłem spędzić właśnie z tobą mimo że każdy wokół cie nienawidzi. Albo przestaniesz irytować mnie na okrągło albo w końcu dam ci porządnie w pysk co powinienem zrobić już dawno dawno temu.
Nerwowo rozejrzałem się w okół, większość ludzi jednak spała i zdawało się że krzyki Zayna nie zdołały przyciągnąć uwagi do naszej dwójki. Uciszyłem go gestem dłoni.
- Nie Harry, nie będę cicho bo do cholery jasnej cię nie poznaje. Nie widzieliśmy się cały rok, nie odzywałeś się do nas i pewnie gdyby nie media nie wiedzielibyśmy czy w ogóle żyjesz. Mimo wszystkiego co nam zrobiłeś wyciągnąłem rękę jak pierwszy, przyjąłeś mnie z otwartymi ramionami a teraz znów zaczynasz fiksować.
- ... Mam złe dni - Wtrąciłem niepewnie ale już po chwili tego żałowałem.
- ZŁE DNI? - Wydarł się i kątem oka zobaczyłem jak kilka niezadowolonych pasażerów podnosi głowy. - Zachowujesz jak rozwydrzony bachor odkąd.... właśnie, co się właściwie stało się między tobą i Louisem?
Zamarłem.
_________________________________________________________________________________
Cześć wszystkie LS i reszta! Długo się zastanawiałam czy opublikować moje wypociny które zaczęły powstawać już prawie rok temu i w końcu doszłam do wniosku że powstaje tak mało FF o Larrym i czas to zmienić. Więc o to jest i mój, rozegrany jakby w krzywym zwierciadle bo rok po tym jak rozpadło się One Direction. Dlaczego się rozpadło? Czytajcie uważnie następne rozdziały :) Komentarze i mała pomoc w rozsyłaniu linku jest napraawde mile widziana, w razie pytań piszcie na tt @elbalerina
Buziaki
Jej, bardzo mi się podoba i z chęcią przeczytam więcej. Ciekawie zaczęłaś i mimo że 1D się rozpadło to cóż i tak jest ciekawie, szczególnie że to Larry. A ja jak sądzę jestem lekko maniaczką, ale co tam podobno LS tak mają :D Więc nie przedłużając, chciałabym być informowana o kolejnym rozdziale jeśli możesz. @_azraael No i oczywiście nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. x
OdpowiedzUsuńO ja cie pierdziele! 1D sie rozpadlo !!!
OdpowiedzUsuń