Przez lewostronny ruch byłem blisko spowodowania wypadku samochodowego na skrzyżowaniu, gdyby nie automatyczna skrzynia biegów pewnie bym narobił niezłego bałaganu. Ręce trzęsły mi się na tyle mocno że papieros wypadł mi spomiędzy palców kilka ładnych razy wypalając dwie dziury w moim ulubionych, a przy okazji jedynych czarnych jeansach jakie miałem. Odetchnąłem z ulgą kiedy zaparkowałem przed hotelem, zapaliłem w spokoju kolejnego papierosa i olewając parkometr poszedłem prosto do recepcji.
Jak zwykle podałem fałszywe nazwisko i zameldowałem się w dwuosobowym pokoju na cały mój pobyt w Anglii. U Zayn'a w domu za dużo się działo, a apropo niego, poczułem wibracje w kieszeni po wejściu do pokoju. Rzuciłem torbę z ciuchami na obszerne łóżko i przeciągnąłem palcem po ekranie.
- Wszystko w porządku? Gdzie jesteś? - Odezwał się głos w słuchawce.
- W Sheratonie, zatrzymam się tutaj.
- Widzimy się jutro o dziewiątej, wyśpij się.
Uśmiechnąłem się do telefonu i nacisnąłem czerwoną słuchawkę. Wysunąłem panel skrótów i nacisnąłem znaczek play, z głośnika rozbrzmiały gitarowe riffy ostatniej piosenki jakiej słuchałem, starego Pearl Jamu. Rozejrzałem się po pokoju, był spory i przyjemny dla oka a co najważniejsze, miał mini barek którego do północy opróżniłem do cna.
* * *
"Jak nie będziesz tu za 15 minut to będziesz pozował do zdjęć z połamanym nosem"
Dziesiąty sms z pogróżkami od Zayn'a. Jechałem zbyt szybko żeby mieć czas odpisać bo i tak złamałem już kilka przepisów drogowych, chociażby to że nie było w ogóle nadziei na to że wypity wczoraj alkohol wyparował z moich żył. Innymi słowy - według prawa byłem po prostu pod wpływem alkoholu. Zaparkowałem z piskiem opon niemal na środku ulicy. Trzymając pod pachą pudełko z garniturem grzecznie zapukałem do drzwi, już po chwili otworzyła mi je mama Zayn'a i zaczęła smęcić coś o pogniecionym materiale. Zabrała mi pudełko i kazała iść do góry. Minąłem Niall'a który klepnął mnie w tyłek i starszą siostrę Zayn'a wyglądającą na taką co nie spała kilka nocy z rzędu. Każdy był tak podekscytowany że i na mnie udzieliły się te emocje, po raz pierwszy byłem naprawdę dumny z Malika, że doprowadził do tego ślubu.
- Harry? Oh Harry jak dobrze że cię widzę.... - Westchnęła z ulgą Jade kładąc dłonie na moich ramionach. Ona też nie wyglądała na zdrową. - Idź do Perrie proszę, ktoś musi pomóc Jenny zawiązać jej gorset.... - Szarpnęła mną. - Muszę się napić kawy. - Powiedziała na odchodne brzmiąc jak kompletna wariatka. Śmiejąc się pod nosem wszedłem do wskazanego pokoju i moja mina nagle zrzedła.
- Harry, chociaż ty tu jesteś, pomożesz nam? - Zapytała radośnie Perrie, ja natomiast dalej wpatrywałem się w nią z szeroko otwartymi oczami. Była przepiękną panną młodą.
- Powiedzieć że wyglądasz zjawiskowo to za mało.
Pezz rozpromieniła się jeszcze bardziej słysząc ten komplement i już chciała mnie przytulić kiedy zatrzymała ją jakaś kobieta która najwidoczniej ją właśnie ubierała.
- Bo pognieciesz sukienkę! - Krzyknęła piskliwie pociągając ją za sznurki od wiązania gorsetu tak mocno że Pezz straciła na chwilę oddech . - Pomożesz Harry? - Zwróciła się do mnie a ja kiwnąłem głową. Przez następne 5 minut ściskaliśmy biedną Perrie która właśnie wstawiała na twittera zdjęcie mnie skupionego na duszeniu przyszłej żony mojego przyjaciela. Teraz wyjdę na jeszcze większego gnojka - zaśmiałem się w myślach.
Jenny już rozgrzewała prostownice żeby poprawić jej fryzurę kiedy...
- Ej, ja naprawdę muszę iść do toalety. Przez ten stres cały czas chce mi się si....
- DO CHOLERY KTÓRY TO RAZ?! - Wrzasnęła Jenny wyłączając urządzenie z kontaktu. - Idę jej pomóc, możesz proszę chwilę poczekać bo będzie masę poprawiania... - Powiedziała desperackim tonem a ja kiwnąłem głową.
Rozbawiony tymi wszystkimi nerwami na które dzisiaj wszyscy chorowali napisałem smsa do Zayna żeby się cieszył że zamknęli go w pokoju bo wszędzie jest piekło, odpisał że nawet nie mam pojęcia jak jest temu wdzięczny. Zaśmiałem się do telefonu, kto by przypuszczał że akurat w tym dniu będę mieć taki dobry humor?
- Perrie, albo powiesz swojemu mężulkowi żeby oddał mi telefon al.... - Urwał w połowie słowa kiedy przekroczył próg pokoju.
A mówili: niech chwal dnia przed zachodem słońca.
- Lou - Z moich ust wyrwał się drżący szept. Gdyby nie to że siedziałem moje kolana by się pode mną ugięły tylko po usłyszeniu jego głosu. Podniosłem wzrok znad w połowie napisanego sms'a. Wszystko się zatrzymało, łącznie z biciem mojego serca i oddechem który boleśnie zatrzymał się w płucach. Zamarłem nieruchomo ze wzrokiem utkwionym w jego lazurowych oczach które niezmiennie pomimo tak długiego czasu dalej wydawały mi się być centrum świata. Jednak wszystko inne się zmieniło, jego wystające kości policzkowe, jego mocniej zarysowana szczęka pokryta tygodniowym zarostem i dłuższe włosy zaczesane gładko do tyłu - z uroczego faceta pozostało niewiele, teraz był po prostu nieziemsko przystojny co odebrało mi mowę. Usłyszałem jak ze zdenerwowania strzelił palcami u rąk, opuściłem więc wzrok z jego oczu żeby zerknąć na dłonie. Ich widok mnie co najmniej poraził, wyglądały jak u kościotrupa, kości pokryte skórą i wtedy dopiero zobaczyłem że było go o wiele mniej, musiał schudnąć kilkanaście kilogramów przez co na jego ciele nie zostało ani grama tłuszczu. Nieświadomie rozchyliłem usta, nigdy nawet nie pomyślałbym że zobaczę mojego Lou w tak beznadziejnym stanie.
- Wróciłeś - Powiedział przypominając mi że wcale nie jest tylko wytworem mojej wyobraźni. Znów spojrzałem w jego oczy, zaszkliły się lekko co nie uszło mojej uwadze a na dźwięk jego głosu poczułem w końcu bicie mojego serca które teraz uderzało z ogromną mocą wywołując ból w klatce piersiowej a oddech który wziąłem zmroził moje płuca.
Jego włos dalej dźwięczał mi w uszach, koił ten cały ból który tlił się we mnie przez te wszystkie dni spędzone bez niego, te wszystkie dni w które wmawiałem sobie że już nigdy nie spojrzę mu w oczy.
Kiedy po kilku chwilach odzyskałem czucie w ciele włożyłem telefon do kieszeni i palcami zaczesałem loki do tyłu zdejmując przy tym przestraszoną maskę którą miałem na sobie.
- Wczoraj - Powiedziałem krótko zaskoczony że mój głos zabrzmiał tak donośnie, w moich oczekiwaniach brzmiał bardziej jak słaby szept.
Lou lustrował mnie wzrokiem, jego przenikliwe spojrzenie obserwowało mój każdy mięsień twarzy które co chwile ledwo zauważalnie drgały, musiałem szybko przybrać kolejną maskę zanim rozpozna to co czułem w tamtej chwili. Wyuczony przez rok, wzrok pozbawionych emocji spojrzał teraz na niego pewniej niż dotychczas wcześniej. Napiąłem wszystkie mięśnie twarzy i wypuściłem z siebie znudzone westchnięcie.
- Jak wieczór kawalerski? - Zdziwiła mnie jego chęć rozmowy choć nie dałem tego po sobie poznać, przymrużyłem więc jedno oko i pokiwałem lekko głową na boki siląc się na zobojętnienie.
- Jak wszystkie inne, kilka ładnych pań w okół i duża ilość alkoholu - Odparłem akcentując to zdanie tak żeby dać mu do zrozumienia że jest ostatnią osobą z jaką chciałem o tym rozmawiać. Albo w ogóle rozmawiać. Najwyraźniej to zrozumiał bo zastygł w połowie słowa i unosząc ręce w chaotyczny sposób pokazał na drzwi za nim.
- To może... Ja pójdę spróbować odzyskać telefon zanim Zayn zrobi coś głupiego... - Powiedział nerwowo cofając się dwa kroki do tyłu. Nie odpowiedziałem ale kiwnąłem głową informując że zrozumiałem. Lou zacisnął wargi w wąską linie i już wychodził z pokoju kiedy zatrzymał się i nerwowo ulizał włosy do tyłu. Wiedziałem że chciał coś powiedzieć ale nie był tego pewien. Uniosłem pytająco brew. - Fajnie cię widzieć w tak dobrym... stanie. - Powiedział szybko i niemalże deportował się z pomieszczenia.
Uderzyłem lampkę wina widelcem tak mocno że tylko cudem się nie roztrzaskała ale za to uzyskałem uwagę gości. Każdy odłożył sztućce i nagle w moją stronę odwróciło się ponad sto par oczu. Zayn szarpał mnie za róg koszuli szeptem wyzywając od najgorszych ale ja wypiłem na tyle dużo żeby odważyć się wznieść toast, poza tym było już za późno na wycofanie się. Rozejrzałem się po twarzach gości i przykleiłem do twarzy szeroki uśmiech.
- Niesamowity wieczór huh? - Zacząłem głupkowato bo wszystko co miałem mądrego i wzruszającego do powiedzenia wyleciało mi z głowy równie szybko jak do niej wleciało. Kątem oka zauważyłem że Niall zatopił twarz w dłoniach. - Chciałem... Chciałem powiedzieć głośno jak bardzo jestem dumny z mojego przyjaciela bo wcześniej nie miałem sposobności powiedzieć mu tego prosto w twarz. Zayn... - Zwróciłem się do niego odwracając głowę w jego stronę, mimo jego wściekłego wzroku nie przestałem się uśmiechać. - Czuję się winny tobie wyjaśnienia, przeprosin no i może trochę pieniędzy... - Kilka osób zachichotało co oznaczało że nie szło mi tak źle jak sobie wyobrażałem. - Zachowywałem się jak ostatni dupek przez ostatni tydzień, doskonale o tym wiem....
- Rok! - Krzyknął jak zgaduje Liam bo zakrywał właśnie usta ręką.
- Okej... Rok. Chciałem powiedzieć... Wiesz jak bardzo nie potrafię rozmawiać o uczuciach, jestem w tym słaby jak mało kto dlatego też nie powiedziałem ci jak bardzo ciebie... i twoją piękną żonę podziwiam. Pamiętam kiedy zaczęliście się spotykać, miałem wtedy okropną grypę i jedynym moim zajęciem było słuchanie Zayna opowiadającego o tym jak bardzo Perrie jest cudowna, serio, tak słodził że mało brakowało a sam bym się w niej zakochał.
Kolejne chichoty przeszły przez salę.
- Zaczęło się robić poważniej i coraz trudniej było wam to ukrywać, nasza ukochana wytwórnia musiała poświęcić dużo czasu nad tym żeby się zastanowić nad wszystkimi minusami i plusami waszego związku a to było jak czekanie na deszcz na Saharze. Widziałem jak oboje cierpicie z tego powodu, już wtedy darzyliście się tak wielką miłością że każdy z nas wam tego zazdrościł, każdy wywiad w którym mieliście zaprzeczyć waszemu związkowi dotykał nie tylko was ale i mnie samego jako waszego przyjaciela. Wtedy oświadczono wam że to beznadziejny pomysł, że wolny Zayn Malik jest więcej warty niż ten zaklepany z pięknością u boku. To był cios dla nas wszystkich, nieludzkie traktowanie przez wytwórnię zaczęło nas już cholernie męczyć i Perrie nie wytrzymała. Poddała się i każdy inny z nas się poddał, wszyscy byli pewni że cholerne szychy zniszczyły największą miłość jaką dane mi było obserwować niszcząc przy tym ludzi których kocham.
Podniosłem wzrok na gości, każdy z nich wpatrywał się we mnie z identycznym wyrazem twarzy, byli zaskoczeni. Odszukałem w morzu głów Louisa, siedział kilka stołów dalej na przeciwko mnie, kiedy nasze spojrzenia się spotkały drgnął lekko ale nie zerwał kontaktu.
- Ale Zayn ma tupet i zrobił coś na co żaden inny z nas by się nie zdobył, olał wszystkie nakazy i zakazy i mimo konsekwencji jakie miały na niego spaść pojechał do swojej... obecnej żony i powiedział jej że to wszystko pieprzy, dzień później cały świat obleciała informacja o ich związku co prawda przedstawionego jako świeży ale jednak.
Usłyszałem kilka ochów i achów ale moje oczy dalej były utkwione prosto w centrum mojego świata, w lazurowych oczach Lou. Jego warga drgała lekko i jego koncentracja była na tyle mocna że utrzymywał ze mną kontakt wzrokowy bez mrugnięcia.
- Nie bał się powiedzieć światu co czuję.
Powiedziałem głośno choć mój głos zaczął lekko drżeć.
- Kochał Perrie i mimo tego co ludzie mieli powiedzieć pokazał to, nie wstydził się swoich uczuć i nie dał cierpieć osobie którą kochał całym sercem tylko przez strach. Nie był tchórzem i dzięki temu jesteśmy dzisiaj tutaj, świętując ich szczęście jakim jest nieskończona miłość. - Mój głos drżał tak mocno że nie dało się tego nie usłyszeć a moje oczy powoli zachodziły się łzami, tak samo jak oczy Louisa który teraz kiwał przecząco głową bliski płaczu.
- Wznieśmy toast za miłość nie znającą barier.
Uniosłem lampkę wina w górę a drugą ręką otarłem oczy, kiedy ponownie spojrzałem na wzruszonych gości unoszących szklanki w górę Lou wstał z miejsca i pospiesznie zaczął przeciskać się między stolikami w stronę wyjścia z ręką przyciśniętą do twarzy.
_________________________________________________________________
Wyjątkowo wcześnie nowy rozdział, mam nadzieje że się ucieszycie :D Spędzam nad tym ff ostatnio sporo czasu więc nawet nie macie pojęcia jak miło mi się robi widząc wasze komentarze, dziękuje za każdy jeden <3
pytania czy inne sprawy na tt @elbalerina
Buzi xX
Wspaniały rozdział,nie wiem co powiedzieć.Aż mi samej się oczy zaszkliły przy wznoszonym toaście.Czekam na następne.
OdpowiedzUsuń@awmyalien xxx.
haha hazza to bylo takie deep :)
OdpowiedzUsuńAwww ;3 ten toast byl taki wzruszajacy Harry taki uczuciowy :) czekam na nastepne
OdpowiedzUsuńRanyy Harry :( Narazie strasznie smutne
OdpowiedzUsuń